Zaczęło się od „PETRY”

Daleki rejs planowaliśmy od dawna. Początkowo oczywiście były to tylko marzenia ale idea pozostawała ciągle. Powody dla których przez około 8 lat mówiliśmy ciągle „tak” jednak się zmieniały. Byliśmy przekonani, że taką ideę trzeba zrealizować i powoli się do tego mimochodem przygotowywaliśmy.

Z wielu sezonów spędzonych na śródlądowym żeglowaniu wypłynął pomysł zbudowania własnego jachtu. Przez cztery sezony budowaliśmy słomkową „Piątkę” konstrukcji J. Maderskiego, która „omijała” przepisy rejestracji (4,98 m). Konstrukcja to pancerny jacht morski, co prawda wtedy nie mówiliśmy nawet między sobą, że będziemy pływać nią po morzu, ale podskórnie czuliśmy że tam nas ciągnie. PETRA (takie nadaliśmy jej imię) pływa niesamowicie szybko i bezpiecznie. Po pierwszym sezonie po wodowaniu jesteśmy pewni, że podoła „każdym warunkom” , tak właśnie reklamował swoją konstrukcję na łamach „Rejsu” pan Maderski. więcej o niej na Drewniana „Piątka”.

Rozpoczęliśmy snuć plany rejsu dookoła Europy z Warszawy do Warszawy. Plany niestety trafiły w martwy punkt. Pierwszy powód to sąsiedzi, którzy mieli bardzo atrakcyjną drogę wodną, obecnie zamkniętą, gdyż przebiega przez Czarnobyl. Drugi to przyrost naturalny ludzkości, który miał się niedługo powiększyć za sprawą naszego syna Igora.

„PETRĄ” pływaliśmy przez kolejne cztery sezony. Trzy wspaniałe sezony śródlądowe, kiedy zwiedziliśmy spory kawałek Polski. Płynęliśmy Wisłą z Warszawy na Zalew Wiślany, Wisłą alternatywnie, pływaliśmy po Zalewie i kilka razy kanałem z Elbląga do Iławy. Cały sezon spędziliśmy na pojezierzu Iławsko-Ostródzkim niejako zastępczo, bo planowaliśmy przelot z Zalewu Szczecińskiego na Zalew Wiślany, ale znów przyrost naturalny dał o sobie znać (córka Ida). Na całkowicie słoną wodę PETRA wpłynęła na cały sezon w zeszłym roku (2007). Rezydowaliśmy w najpiękniejszym porcie Zatoki Gdańskiej – Górkach Zachodnich. Sezon był trudny, zwłaszcza że głównie urlop zaplanowaliśmy na lipiec, a w zeszłym roku w lipcu duło…. że ho. ho. (górale pamiętają). Dodatkowo żegluga przelotowa miedzy portami z trzylatkiem i siedmiomiesięczną dziewuszką nie może trwać długo. Po tym rejsie podskórnie czuliśmy, że jeżeli jakoś wypali nasz „wielki rejs” to raczej PETRA będzie do tego celu za mała.

Sprawy potoczyły się szybko. Intensywności w realizacji planu dodał sposób funkcjonowania naszej cywilizacji, z którym nie mogliśmy się do końca zgodzić. Jak wspomniałem na początku powód wypłynięcia ewoluował, od czystej młodzieńczej chęci poznawania świata, do chęci bycia z dziećmi. Bardzo trudno było nam odsyłać dzieci na całe dnie do przedszkola i żłobka żeby spędzić samemu dzień w wawa@work. Ta masakryczna machina wysysająca z ludzi człowieczeństwo ostatecznie zaważyła, że poszliśmy za głosem Wojciecha Kmity i wyrwaliśmy się z niekończącej się spirali potrzeb.

W internecie znaleźliśmy ogłoszenie: sprzedam jacht Dufour 28. Obejrzeliśmy jacht i kupiliśmy go. Jak to często bywa jest to jacht kompromisu wielkości do ceny.

I wyruszyliśmy na dwa lata w rejs …