IV. Witaj Francjo

FRANCUZKA CZĘŚĆ MOZELI I KANAŁ DES VOSGES 12.08 – 29.08.2008

Mozela po stronie francuskiej okazała się trochę bardziej monotonna ponieważ skończyły się widoki na winnice. Z miejscówkami na postoje też trochę bardziej ubogo niż w Niemczech, a w ogóle to taki lekki bałaganik więc czujemy się podobnie jak w Polsce. Nie ma już wypielęgnowanych ogródków i wygładzonych niemieckich ulic, ale chyba nam ten obecny klimat bardziej pasuje :-). Bardziej swojski. Rzeka po przekroczeniu granicy kompletnie się zmieniła. Jest zupełnie inaczej „skanalizowana”. Coraz częściej do śluz prowadzą długie kanały a główny nurt płynie obok w postaci „górskiej rzeki” trochę podobnej do Dunajca. Zrobiła się też również bardziej dzika, brzegi nie są już tak pieczołowicie umacniane jak u niemieckich sąsiadów.

Jeden z pierwszych noclegów wyraźnie zapadł nam w pamięć, bo był to postój przy starym campingu, spróchniały pomost, obecna co trzecia deska ale my też ze względu na swoje zanurzenie nie możemy za bardzo narzekać, grunt żebyśmy doszli do brzegu. Miejsce widać od dobrych kilku lat nie używane, chociaż kiedyś ktoś miał super pomysł żeby to zagospodarować, Sebastian ruszył na obchód terenu i pierwszą rzeczą jaką znalazł była tablica z napisem „Deviation”, więc trochę dreszcz nas przeszedł, potem znaleźliśmy wbity w pień drzewa stary zardzewiały sierp i już czuliśmy ten klimat :-), był grill, piwko i noc przebiegła nam bardzo spokojnie, nie straszył nawet duch starego turysty :-).

Miejscówka przy zdezelowanym pomoście

Niestety nie zwiedziliśmy Metz, które było położone przy bocznym wejściu rzeki (głównym nurtem) i na wejściu zaczęło się robić 2,2 – 2,1 m głębokości, więc czym prędzej zawróciliśmy odpuszczając sobie zwiedzanie. Tym bardziej że przestała nam działać sprawnie nasza sonda i czasem pokazuje głębokości nawet do 100 metrów :-).
Więc tak naprawdę dopiero następnego dnia poczuliśmy klimat Francji. Na śluzie w Pagny sur Moselle zobaczyliśmy kran z wodą i po podniesieniu nas do góry, poleciałam pędem ze śmieciami na drugą stronę śluzy i zapytać śluzowego, czy możemy szybko nabrać wody. Wpadam więc zziajana do tego jego kantorka a on uśmiecha się szeroko i mówi do mnie : spokojnie, powoli, proszę się tak nie spieszyć, bo nogi jeszcze Pani połamie. Ja lekko zdębiałam i mówię, że no w sumie ma rację ale tak już wpadliśmy w rytm pospiechu w Niemczech, bo nie może być zastoju na śluzach, że nie mogę odwyknąć. A on do mnie jeszcze raz : tranquille, dousement c’est la France… (spokojnie powoli, to Francja) Czyż to nie urocze? Kocham ten kraj ! Powoli już wracam do jachtu, nalewamy wody, Śluzowy nam miło macha na pożegnanie. Zostawiamy jacht za śluzą i idziemy do miasteczka na zakupy. Dochodzimy do Championa a tam przerwa popołudniowa od 12.30 do 14.30! I znowu szok, wiedzieliśmy o przerwach, ale jakoś nie pasowało nam to do supermarketu, o których w Polsce słyszało się historie o kasjerkach w pampersach, bo nie mają chwili na wyjście do WC a co dopiero mówić o jedzeniu na dwugodzinnej przerwie.

Dopływamy do Pont a Mousson, gdzie znajduje się duży port a my musimy gdzieś się zatrzymać na przyjazd gości z Polski i znaleźć im miejsce na namiot. Prześliczna, niewielka miejscowość i porcik też sympatyczny. Najważniejsze, że jest w miarę głęboko, można rozstawić namiot, zaparkować samochód i zrobić grilla. I w cenie mamy prąd i wodę. Wreszcie są – 15.08.2008, po całym dniu jazdy około 19.00 możemy już powitać naszą kochaną rodzinę. Włodek (brat Sebastiana) z żoną Majką oraz Majki siostra z narzeczonym. Cała delegacja!! Po uściskach otwierają bagażnik i „wysypują” prezenty od rodziców. Kochani Nasi! Wszystkim Wam jeszcze raz bardzo dziękujemy za przepyszne zapasy polskich wiktuałów!!! A ekipie Włodkowej za chęć przewiezienia tego wszystkiego oraz jeszcze silnika do pontonu ma się rozumieć :-).

Balujemy więc w Pont a Mousson 4 dni, zwiedzamy razem Nancy (miasto naszego króla Stanisława Leszczyńskiego, któremu się bardzo tam spodobało i dostał od króla Francji Ludwika któregoś tam całą Lotaryngię), goście mają extra atrakcję, bo wyskakują samochodem na jeden dzień do Paryża… Odwiedziny super!!!
Po ich wyjeździe ruszamy dalej i 21.08 opuszczamy już Mozelę wpływając na jeden z francuskich kanałów – Canal des Vosges (dawny Canal de l’Est). Ma on 122 km i na tym odcinku znajdują się aż 93 śluzy. Jakoś trudno nam było to sobie wyobrazić bo prawie co kilometr śluza !

Śluza za Kanale des Vosges
Na górze śluzy.

Jak się okazuje nie jest tak dokładnie, ponieważ na początku śluzy są rzadsze a potem dopiero następuje spiętrzenie do tego stopnia, że wychodzisz z jednej a już widać kolejną . Poza tym ich wygląd też jest dla nas lekkim szokiem. Po pierwsze są bardzo małe, no góra na 2 łódki, więc jest pewna różnica po tych wszystkich prawie 200 metrowych śluzach spotkanych do tej pory. Na francuskich wodach obowiązkowo trzeba odwiedzić biuro VNF i kupić odpowiednią winietę. Przy okazji można tam znaleźć całkiem przydatne broszury informacyjne o poszczególnych kanałach i całych regionach francuskich. Polecam zapoznać się z ich stroną internetową w sprawie cen i co ważne w sprawie ewentualnych planowanych remontów kanałów i śluz. My mieliśmy trochę szczęścia ponieważ planowaliśmy skrócić sobie drogę z Mozeli na Canal de Vosges płynąc kanałem Marna-Ren i potem krótkim kanałkiem łączącym oba. Na szczęście na pierwszej śluzie kanału Marna-Ren bardzo rozmowny śluzowy spytał dokąd płyniemy no i poinformował o zamknięciu kanału łączącego te akweny. Popłynęliśmy więc dalej Mozelą. Ponieważ broszury VNF-u opisujące poszczególne drogi wodne uznaliśmy za wystarczające do nawigacji nie mieliśmy dokładniejszych map. Płynęliśmy więc trochę niepewnie Mozelą szukając wejścia do kanału a tutaj proszę, niespodzianka – płynąc cały czas prosto wpływamy w pierwszą śluzę kanału.

Ogród „Botaniczny” w śluzach na kanale.
Widoczne z daleka wejście do śluzy.

Poczuliśmy się trochę niepewnie. Nie wiedzieliśmy jak wpłynąć ponieważ pierwsze drzwi otwarte a z drugich woda leje się na maksa i tworzy niemały wodospad ale Pani Śluzowa z góry macha do nas sympatycznie i pokazuje, że to całkiem bezpieczne :-). Pierwsze śluzy są ręczne obsługiwane przez pracowników VNF-u, czyli tego stowarzyszenia wodnego we Francji. Głównie są to studenci, no cóż mimo że żadna praca nie hańbi ta najbardziej pasjonująca nie jest, co widać po ich minach. Potem tak po około 20 śluzach dostajemy pilota i dalsze śluzy są już automatyczne tzn. nie obsługiwane przez „czynnik ludzki”. Jakieś 20 m przed śluzą jest czujnik na który należy skierować pilot i strzelić jak to mówi Igor, automat śluzowy dostaje sygnał i albo otwiera od razu wrota albo przygotowuje najpierw śluzę tzn. napuszcza lub spuszcza wodę do odpowiedniego poziomu i wtedy otwiera wrota. My wpływamy, po umocowaniu BIMSI w śluzie podnosimy do góry niebieski pręt i mechanizm się załącza, tzn. zamykają się za nami wrota i woda wpływa do środka podnosząc nas do góry albo woda wypływa opuszczając nas na dół. Następnie kolejne wrota otwierają się i Voila: śluza pokonana.

Wytarte od cum miejsce na ścianie śluzy

Pokonaliśmy 46 śluz w górę a potem 47 w dół, bo przeszliśmy już wododział i teraz wszystkie wody spływają do Morza Śródziemnego. Nasz rekord jaki zrobiliśmy jednego dnia to 17 śluz, dosłownie wychodziliśmy z jednej i już następna się zaczynała włączać. Niezła frajda, dobrze że dzieci już oswojone z tematem i znosiły to ze spokojem praktycznie zdane wtedy wewnątrz jachtu na siebie 🙂 ale nie martwiły się tym zbytnio…

Pewnie się teraz zastanawiacie, czy było coś w tym kanale poza śluzami ? No było było… niektóre super extra postojówki, z grillami, stołami przy drzewach i kwiatach. Zbieraliśmy grzyby, odnieśliśmy też pierwsze sukcesy wędkarskie, udało nam się złapać 2 rybki jakieś takie karpiowate, ale bardzo smaczne. Podczas jednego postoju poznaliśmy niesamowicie sympatycznego pracownika VNF-u, który nam towarzyszył przez kolejne kilka dni, tzn. to był jego region objazdowy przy naszej trasie. Był na tyle uprzejmy, że pomógł nam z butlą z gazem, najpierw próbował wymienić lub napełnić 5 kg niemiecką ale nic z tego, w końcu kupił nam francuską 13 kg i dostarczył na jacht. Kochany człowiek! Kanał przepływa przez piękną i mało zaludnioną okolicę. Wśród lasów i gór – takie połączenie naszego Kanału Elbląskiego z Soliną.

Jedno z najpiękniejszych miasteczek przy kanale des Vosges to Fontenoy de Chateaux – miasteczko jak z bajki, barwne mosty nad kanałem, brukowane małe uliczki, ciekawe zaułki, opuszczone posiadłości (do niektórych można było zajrzeć ) no i w ogóle klimat francuski na maksa. Tylko z internetem słabo, czasem coś się uda złapać ale rzadko.

Poznajemy też kolejnych ciekawych ludzi, którzy płyną na własnej barce -Belgowie z pochodzenia i hiszpańskie już dzieci według kraju wychowania. Nawiązujemy znajomość i wtedy po raz pierwszy zastanawiamy się nad podsuniętym przez nich kierunkiem na zimę – Hiszpanią . Nocujemy wspólnie na dwóch postojówkach na kanale a potem jeszcze na Saonie ale o tym już w następnym odcinku … 🙂